co czyni Człowieka

Najlepsza inwestycja

 

Tatusiu –ile zarabiasz na godzinę? – pyta mały chłopiec

Po uzyskaniu odpowiedzi uznaje, że jego oszczędności wystarczą, aby kupić od taty godzinę tylko dla siebie.

Pewnie wielu z Was słyszało tę historię, która obnaża okrutną prawdę dzisiejszego świata.

W przedziwnym pędzie, zabieganiu, czasem walce o byt, ale czasem tylko o pozycję w świecie – zapominamy o tym, co najważniejsze. Tymczasem, gdy dziś wyobrazimy sobie samego siebie na łożu śmierci – kogo widzimy obok?

Czy tam stoi nasz pracodawca? A może lojalni pracownicy?

Chyba nie mamy złudzeń. To dziś pracujemy na to, kto tam będzie stał. To swoim życiem, własnym przykładem pokazujemy naszym dzieciom - co ważne jest dla nas.

Niewątpliwie ogromnym deficytem w naszych jakże barwnych czasach jest słuchanie drugiego człowieka. I rzecz jasna dotyczy to w bardzo dużym stopniu dzieci, choć na niedostatek słuchania cierpią także osoby starsze. Często nasi dziadkowie, rodzice – może już samotni, bez obowiązków, bez ciągłego pędu – ale za to z dużą ilością trosk, dolegliwości i niewielką ilością atrakcji, które ich spotykają w życiu.

Ci co mają „szczęście” -  żyją „od imprezy do imprezy” – jak powiedziała mi pewna starsza pani. Inni ze wstydem tłumaczą gromadkę swoich dzieci, wnuków i nawet prawnuków – „oni są tacy zapracowani….”

Czy uświadamiamy sobie, że będąc tym „bardzo zapracowanym”  - przekazujemy sygnał swoim dzieciom jak  NAS mają traktować w przyszłości?

 

 

Nasz język a wizerunek

 

Malec w piaskownicy grozi swemu koledze i dosadnie określa miejsce, w które go kopnie…

 - Bardzo nie lubię, kiedy z buzi wychodzą ci te wstrętne ropuchy  – dość obrazowo matka próbuje oduczyć go stosowania niecenzuralnych słów.

Sposób dość infantylny, ale może odpowiedni dla dziecka, choć nie wiem czy skuteczny – pewnie zależy od dziecka.

Tak czy inaczej lepszy od udawania, że „takich” wyrazów nie ma, uczący Malca tego, że należy kontrolować to, co się mówi.

 Dlaczego przeklinamy?

Dlaczego robią to dzieci? - bo stosują zasłyszane „nowości”, wiedzą , że to zakazane więc bardziej pociąga, bo badają nasze reakcje, bo chcą „być dorosłe”…

Dlaczego przeklinają nastolatki? - bo też chcą „być dorosłe”, są w fazie buntu, wyrażają tak swoje emocje, chcą imponować otoczeniu, nie chcą odstawać od innych – w końcu – bo się już przyzwyczaili i brakuje im tych „wygodnych” przerywników…

   A dlaczego przeklinają dorośli?

Z niniejszych rozważań wyłączę panów (może także panie) dawniej stacjonujących pod „budką z piwem” oraz  grupy społeczne z zasady niechętne do procesu edukacji i rozwoju. Może nie jest to właściwe określenie – ale osoby takie wydają mi się „usprawiedliwione”.

   Skupmy się raczej na tym, że językiem „rynsztokowym” posługują się osoby wykształcone, na wysokich stanowiskach, osoby publiczne, przedstawiciele kultury, urzędnicy państwowi itd.  Piękne kobiety, elegancko ubrani mężczyźni. Właśnie ci, którzy z racji wykształcenia i pełnionych funkcji - sami uznają się za elitę społeczeństwa. I nie chodzi o sytuacje stresujące, które ostatecznie można zrozumieć. Chodzi raczej o to, że wulgaryzmy stały się częścią  „języka urzędowego”. Języka szefa i podwładnych, języka spotkań towarzyskich, i to przed spożyciem alkoholu, języka polityków i kręgów kultury.  

Czy elity społeczne cierpią na braki słownictwa? Czy nie wiedzą co powiedzieć? Chcą imponować otoczeniu –  być groźne, śmieszne, dosadne? Nie wiem. 

Język jest jednym z elementów, który wpływa na wizerunek - w oczach podwładnych, znajomych, sympatyków, przygodnie spotkanych ludzi. Przełożony, który przeklina i toleruje przeklinających w jego obecności podwładnych świadomie, czy też nieświadomie osłabia swój autorytet. Polityk, dziennikarz „złapany z wiązanką na ustach” krąży w wirtualnym świecie raczej jako ofiara, a nie bohater. Uczestnik spotkania towarzyskiego sposobem komunikacji wpływa na poziom tego spotkania – wzbudza aprobatę, albo zniechęca do siebie.

 

Ktoś powie – co komu do tego, jeśli wszystkim w gronie pasuje taki język. I rzeczywiście  - nikomu nic do tego. Bo przecież nikt nie dyskutuje na temat języka osób spod „budki z piwem”.

Jednak czy to tak wiele wymagać od elity społeczeństwa czystego i poprawnego języka?

 

W poszukiwaniu zadowolenia z pracy

 

  Mały Toto  - bohater filmu „Cinema Paradiso”  już w dzieciństwie pokazuje jak bardzo interesuje go wszystko, co związane z filmem. Bystry i doskonały obserwator, niby przypadkiem rejestruje mechanizm działania interesującego go sprzętu.

   Ma szczęście trafić na świetnego mentora, nauczyciela i przyjaciela Alfredo. Ten, w swej życiowej mądrości,  pragnie uchronić chłopca przed ciężką pracą, ale tak naprawdę dokonuje tylko testu jego determinacji. Także matka nie jest w stanie „wybić mu z głowy” pragnienia, by stanąć u boku Alfredo i wyświetlać kolejne filmy wiejskiej, sycylijskiej społeczności. Dla zadziornego i upartego Malca sprzeciw matki czyni film jeszcze bardziej atrakcyjnym i upragnionym.

 

Nie rodzimy się z pasją, co najwyżej z pewnymi predyspozycjami. 

   Sama pasja, jeśli uda nam się znaleźć ją w życiu -  to wypadkowa predyspozycji, cech, które sami kształtujemy, ale też okoliczności zewnętrznych. Często czas i przypadek sprawia, że coś nas zainteresuje, a potem do reszty pochłonie. Na pewno też przyda się wytrwałość, upór, wiara w siebie.

   Na  sprzyjającym gruncie nakreślonym we wspomnianym filmie - rodzi się coś wielkiego, poszukiwanego przez wielu ludzi, choć pragną tego z różnych pobudek. Prawdziwa pasja zaspokaja wewnętrzne pragnienie poznawania i rozwijania czegoś, co interesujące. Nie dla sławy, nie dla pieniędzy. Dla siebie samego.

I to nikogo nie dziwi, bo mądry Salomon setki lat temu już wiedział,  że człowiek pragnie cieszyć się dziełem swych rąk.

Ciekawość, pracowitość i paradoksalnie- przeciwności sprawiły, że Toto osiągnął to, czego pragnął, a nawet więcej. Ale to ta jaśniejsza strona odnalezionej w życiu pasji.

Czy fakt ten uczynił dojrzałego już Salvatore szczęśliwym?

   Film ten przepełnia nostalgia, która wyraźnie wskazuje, że czegoś brak w życiu słynnego reżysera. Ogromna pasja do kina poparta wieloma sukcesami (także materialnymi) nie jest w stanie zastąpić niedostatku w innych sferach życia.  Rozpaczliwie pragnący w dzieciństwie ojca, wiele lat poszukujący zaginionej miłości życia nie umie zaspokoić swoich potrzeb emocjonalnych….

   Historia jakich wiele, bo przecież wybitne jednostki nie mają czasu na „normalne” życie. Sięgają wyżyn zawodowych, naukowych, artystycznych i umierają w samotności nie zaznawszy szczęścia....
A świat  - jakże szybko o nich zapomina....

   Niestety nawet wielka pasja, jeśli samotna – nie przyniesie trwałej satysfakcji z życia…

Może warto więc dbać także o to wszystko - poza pasjonującą pracą....

Oczywiście, jak wiele dobrych filmów, tak i ten z pewnością, dostarczyć może różnych refleksji…..

 

Co to za człowiek?

 

 

Noc wigilijna na stacji benzynowej mija spokojnie.

Ruchu praktycznie brak – większość ludzi zrelaksowana miłą atmosferą spokojnie śpi, albo właśnie zamierza się położyć.

Spędzili czas w gronie rodziny, przyjaciół, obdarowali się podarunkami i mają perspektywę kolejnych dni odpoczynku. Dla większości osób szczególne znaczenie ma spokój i przejawy pozytywnych uczuć, których tak bardzo potrzebuje człowiek na co dzień.

Wyczekują ich  - chociaż w tym okresie.

Tymczasem spokój na wspomnianej stacji benzynowej zostaje nieśmiało zakłócony. Popiskiwanie, które daje się słyszeć koło śmietnika skłania pracownika stacji do poszukiwań. Nie trwają długo, bo już po chwili spod kontenera wychyla się mały pyszczek, a zaraz potem z odrobiną nieufności ukazuje się cały szczeniaczek. Jakieś 6 kg żywej wagi, głodne i wyczerpane bez większych oporów pozwala się chwycić.

Nakarmiony resztką potraw wigilijnych układa się u stóp swego wybawcy i przesypia tę wyjątkową noc.

Noc miłości i pokoju wszystkich ludzi dobrej woli, której dla niego zabrakło…

Może był „niegrzeczny”, zrobił siusiu na dywan, a może po prostu ktoś uznał, że to całkiem „nietrafiony” prezent.

Co to za człowiek, który zostawia na pastwę losu takie stworzenie?